środa, 5 września 2018

Praca na statku - pierwszy kontrakt


Ostatnim razem opisałam Wam jak wygląda życie w Steiner Academy w Londynie, dziś chciałam przedstawić czego możecie spodziewać się po otrzymaniu biletu na pierwszy statek (pisząc to przypomniało mi się to uczucie strachu i ekscytacji ŁAŁ! ).
Miejcie na uwadze to, że opisuje swoje osobiste doświadczenia, nie byłam na wszystkich statkach, ani nie pracowałam ze wszystkimi menadżerami żeby móc wygłosić jednogłośną prawdziwą opinię na temat tej pracy. Ba! Nawet moja opinia nie jest jednogłośna :P

SPA THERAPIST - historia prawdziwa
Wróćmy do tych pamiętnych czwartków. Jak pisałam wcześniej czwartek jest dniem rozdawania biletów na statki tym, na których przyszedł czas. Kiedy trenerka powiedziała mi, że mam stawić się na „rozdaniu”, byłam zaskoczona i nie wierzyłam, że to już czas na mnie. Nie czułam się gotowa ale nikt nie pytał mnie o zdanie, więc nie kończąc treningu na zabiegi na twarz, otrzymałam bilet na samolot następnego dnia do Miami. Wyjaśniono nam dokładnie co spakować do bagażu podręcznego, jak się ubrać itd.

I fruuuuu!
Mimo mojego kulawego angielskiego trafiłam do odpowiedniego samolotu i wylądowałam w Miami!
Bez walizki.
Jako, że był późny wieczór, lotnisko było niemal puste, a jak już kogoś znalazłam to okazywało się, że mówią po hiszpańsku i po angielsku nie da rady. Sklepy były już zamknięte więc nie mogłam kupić ładowarki do telefonu z amerykańskim wejściem. Zostałam na lichych 30% na najwyższym poziomie oszczędzania baterii. Jedyna pociecha, że lotnisko jest tak hojne i w prezencie daje darmowe 30min internetu. Skorzystałam. Napisałam mamie, że doleciałam, nie mam walizki i ryczę (ze ta moja mama jeszcze nie osiwiała?). Bo taka była prawda. Pierwszy raz na innym kontynencie, bez walizki i mam następnego dnia zacząć pracę na statku. Chodziłam z jednego do drugiego końca lotniska, z nadzieją, że znajdę swojego wybawcę.
Gdzie tam.
Udało mi się wysłać maila do Steinera na linie ratunkową, ale jedyne co odpisali, to to, że to nie ich wina, nie mogą mi pomóc i jutro mam stawić się na czas w porcie.
Zanim zaczęłam pracę uświadomiłam sobie, że pracuje dla samolubnego korpodziada, czego potwierdzenie miałam wielokrotnie, ale już nigdy więcej nie byłam z tego powodu tak rozczarowana i zła.
Jak już uspokoiłam się, przespałam na lotnisku parę godzi i o świcie pojawiłam się w porcie. Po godzinach czekania, wymięta podróżą i emocjami w końcu weszłam na pokład mojego pierwszego statku. 

Carnival Glory.
Miałam szczęście do ludzi, którzy dali mi tę iskierki nadziei i radości. Dyrektor HR powiedział, że sam dopilnuje tego, żeby walizka wróciła do mnie jak tylko to możliwe (wróciła po dwóch tygodniach). Dziewczyny ze SPA dały mi ubrania i w miarę zaopiekowały się mną. Menadżerka była aniołem i naprawdę zadbała bym w miarę płynnie weszła w świat spa. Głównie pracowałam w parze, więc było łatwiej, mogłam podpatrywać i uczyć się.
Najtrudniejszym wyzwaniem było dogadanie się z międzynarodowym zespołem. Różne akcenty i bardziej rozbudowane słowniki, niż mój lichy. Było ciężko dla mnie, ale też dla innych. Praca jest szybka, informacje, polecenia, niewielu było stać na cierpliwość. Wierzyłam, że z czasem zacznę ich rozumieć, do tego czasu bardzo wspomagałam się machaniem rękami (nazwijmy to body language), by wytłumaczyć o co mi chodzi. Jestem pewna, że gdybym miała bardziej zaawansowany angielski, wspominałabym znacznie milej moje pierwsze tygodnie. Było jak było, a ja z natury uparta nie poddałam się.
Po miesiącu zmieniła się menadżerka. W tym wypadku zrozumiałam co mieli ludzie na myśli, gdy mówili, że to jaki jest twój kontrakt zależy od menadżera. Wszyscy stali się nerwowi i bardziej agresywni, a ja zostałam „ulubieńcem” do wylewania frustracji. Nie było ok, coraz trudniej wstawało się rano i nocami nie mogłam spać. Ze stresu. Nie wiedziałam wtedy, że mogę coś zrobić, bo teraz na pewno nie dałabym nikomu podnosić głosu. A wtedy to nawet nie miałam wystarczająco wielu słów, by odpowiedzieć.
Miałam też paru dobrych znajomych, dzięki którym nie zrezygnowałam ( a czasem było blisko).
Po dwóch miesiącach pani krzykaczka została wysłana na inny statek. Ulga.
Nie celebrowałam zbyt długo ponieważ po dwóch tygodniach sama zostałam transferowana.
Strach i niedowierzanie. Z karaibskich rejsów dużym statkiem trafiłam na mały luksusowy jacht na Pacyfiku.
Nie chciałam, bałam się zmian, bo mimo że nie było fantastycznie to już przywykłam do tego piekiełka (syndrom sztokholmski :P ).
Zmiana statku okazała się najlepszym co mogło się przydarzyć.


Oczywiście na początku byłam rozczarowana i tęskniłam za moim Carnivalem.
W porównaniu do szaleństwa pracy od klienta do klienta, ze sztywnymi zasadami, meetingami i targetami teraz wszystko wydawało się powolne i małe. A co najzabawniejsze zastąpiłam menadżerkę, która także robiła zabiegi. Tak, wchodząc na pokład ludzie byli przekonani, że to ja jestem nową menadżerką. Oczywiście od razu zorientowali się, jakiego babola ktoś popełnił. Pełniącą obowiązki menadżera została dziewczyna, która najdłużej pracuje i jakoś w rodzinnej atmosferze płynęłyśmy do przodu. Byłyśmy tylko 3 w spa, więc łatwo było nam się dogadać.
Po tygodniu doceniłam jak dobry okazał się ten przypadkowy transfer. Pracowałam sama, więc w rozmowie z klientami byłam skazana tylko na siebie i to sprawiło że bardzo szybko zrobiłam postępy w języku.
Jacht był mały tylko 150gości, więc nasze spa było naprawdę wystarczające, z ekipą z całego statku byliśmy jak rodzina.
Podobało mi się życie na jachcie.. dobre jedzenie, piękne miejsca...
Do czasu.
Planowany był czarter, w którym organizatorzy zażyczyli sobie jedną extra osobę do wykonywania masaży. Pojawiła się dziewczyna, która oprócz tych samych zabiegów które wykonywałam była też menadżerką, tym razem prawdziwą.
Logiczne było, że po czarterze nie ma w spa miejsca dla czterech osób, więc pewnie znów zostanę gdzieś wysłana.
Nie myliłam się, po tygodniu przyszedł mail ze szczegółami lotu. Powrót na karaiby i Carnival, tym razem Conquest. Już się tak nie bałam, bo wiedziałam, czego można się spodziewać, do tego czułam się o niebo silniejsza.
Troszkę miałam nerwa gdy znajoma z pierwszego statku napisała, że na Carnival Conquest została wysłana menadżerka (ta krzykaczka).
Postanowiłam, że zapominam o przeszłości, bo jestem silniejsza.

Jak powiedziałam, tak zrobiłam :) Było o niebo lepiej, oczywiście nie bez problemów, ale nawet zama menadżerka wpomniała że jest zszokowana jaki postęp zrobiłam.
Także komunikacja z zespołem była o niebo lepsza, bo w tak zwanym międzyczasie poprawił mi się angielski i czułam się pewniej.
Gdy menadżerce skończył się kontrakt trafił nam się menadżer-służbista/policjant. Każdy szególik podkreślony, błąd wytknięty. Z dzisiejszego punktu widzenia doceniam i uważa że był to bardzo dobry menadżer, nauczyłam się samodyscypliny, ale gdy przypomne sobie jak wymęczeni byliśmy, przez tę musztrę, to jednak jestem za zbalansowanym zarządzaniem ludźmi. Jednak ta sytuacja spowodowała że jako grupa byliśmy bardzo złączeni w tym bólu ale i po pracy miło razem spędzaliśmy czas.

Pod koniec kontraktu o niczym nie myślisz tylko czekasz aż dostaniesz bilet powrotny do domu. Czekałam z niecierpliwością, dopytywałam menadżera (oj jak on tego nie lubił!) bo już miałam tydzień do końca. Kiedy bilet przyszedł okazało się, że mój kontrakt został przedłużony o najdłuższe w moim życiu dwa tygodnie.
Przeżyłam. Największe wyzwanie w moim życiu. Wyczerpująca praca psychiczna i fizyczna.


Uff. To się rozpisałam. Oto moje wrażenia z pracy na pierwszym kontrakcie.
Było ciężko, tygodniami po kontrakcie byłam osłabiona i pełna bólu, ponieważ w trakcie kontraktu nie było na to czasu. Gdy się wykurowałam wróciłam do Akademi by wykończyć mój trening z zabiegów na twarz i dać sobie szansę by powracować trochę bardziej w swojej procesji.
Ale o tym to już następnym razem :)

Dzięki za uwagę :) 
Ciao!

6 komentarzy :

  1. Witam :) bardzo przyjemnie czyta się twoje wpisy na temat Steinera (nareszcie znalazłam jakieś konkrety a nie same ogólniki). Czy mogłabym zadać Tobie pytanie dotyczące zarobków (czy realnym jest zarobienie więcej niż gwarantowane 800USD na miesiąc czy raczej ciężko?) oraz jak wygląda to 1,5 dnia wolnego na tydzień? Czy jest to jeden pełny dzień + pół innego, czy liczą to jakoś inaczej?
    Z góry dziękuję za odpowiedź!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeciętna Polka22 listopada, 2018

    Odnośnie zarobków,wszystko zależy od statku i gdzie on pływa. Tam gdzie ja byłam zawsze przekraczałam 800 lub nawet wielokrotniłam to, ale wiem, że są statki gdzie spa nie jest tak popularne i wtedy zostaje ta podstawa. Jeżeli chodzi o wolne to dwa razy w tygodniu jest pół dnia do 14.30 wolne i raz w dzień nowego rejsu zaczyna się pracę ok 11-12.00

    OdpowiedzUsuń
  3. Cieszę się, że udało Ci się dostać taką pracę. Myślę, że Ty też jesteś zadowolona, bo to nie mały sukces :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pani Paulina Wysocka22 czerwca, 2022

    Pani Paulina Wysocka mogę pracy oferty ja ciem decyzji proszę państwa adres miestu miasto muszę przyznać może wywoływać także skutki prawne stolicy sostad moje konto szukanie szukam po odzie

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja ciem pomcy

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...