Jako że już jesień rozkręciła się zupełnie i słońce raczej prędko się nie pojawi, można się wziąć za kuracje kwasami.
Moja cera ostatnio jest równie kapryśna jak pogoda (jednocześnie sucha, tłusta, delikatna, naczyniowa i z wypryskami - cera też kobita, więc ma focha nie wiadomo o co :P ) postanowiłam więc zacząć od kwasu delikatnie złuszczającego i nawilżającego, działającego powierzchniowo, z rodziny alfa-hydroksykwasów (AHA). O kim mowa? O kwasie glikolowym!
Kwas glikolowy. Co to?
Jeden z głównych przedstawicieli kwasów alfa-hydroksylowych. (o kwasach AHA będzie osobna notka :) )
Jest najsilniejszym z nich, ponieważ jego cząsteczka jest najmniejsza. Aby roztwór kwasu był skuteczny pH powinno oscylować w granicach 3-4,5.
Co robi?
W stężeniu:
- <15 % nawilżenie + powierzchniowe złuszczanie warstwy rogowej naskórka +pobudzenie aktywności fibroblastów (działanie przeciwstarzeniowe)
- 20-35% j.w + oczyszczanie skóry
- 50-70% (nie róbcie tego w domu!) złuszczanie naskórka + silne pobudzenie regeneracji skóry właściwej
Oczywiście zaczynamy od najniższych stężeń, żeby skóra się przyzwyczaiła.
Dla kogo?
Idealnie sprawdzi się na skórach suchych, potrzebujących odświeżenia, zniszczonych opalaniem, zgrubiałych, również z przebarwieniami. W wyższych stężeniach może być pomocny dla cery trądzikowej, ale takie rzeczy to tylko u lekarza ;)
Moja cera jest głównie cerą problematyczną mieszaną z naczynkami i trądzikiem, dlatego gdyby teraz nie bzikowała, zdecydowałabym się na kwas salicylowy, ale o tym również w przyszłości :)
JAK ZROBIĆ TONIK Z KWASEM GLIKOLOWYM 10%