sobota, 31 grudnia 2016

Praca na statku - ile wydasz zanim zaczniesz zarabiać

Witajcie. Dziś omówię parę spraw związanych z przygotowaniami do pracy na statkach.
Zapomniałam chyba dodać, po złożeniu dokumentów nie jesteśmy wysyłani na statek, najpierw przechodzimy szkolenie w Steiner Academy w Londynie i dopiero po tym dostajemy bilet na statek. Zatem jakie koszta ponosimy przed wyjazdem do Londynu?
VISA
Chwała Astralowi za to, że większość papierkowej roboty załatwia za nas! My w sumie musimy tylko zapłacić i przyjść na rozmowę.
Obecnie w Polsce wiza morska wystawiana jest wyłącznie w Warszawie. Kosztuje ona 160$, na szczęście kwota ta jest zwracana razem z pierwszą wypłatą na statku (tak powiadają, ale zwykle zajmuje to nieco więcej czasu).
Rozmowy z konsulem nie ma co się bać. Ja się nieco obawiałam, że będzie po angielsku, więc zainicjowałam rozmowę dźwięcznym „Dzień dobry” i pani konsul przeprowadziła rozmowę po polsku.
Dostajemy od Steinera list, który pokazujemy konsulowi, jest to dowód że nie emigrujemy, a jedziemy do pracy. Tak naprawdę myślę, że ten papier jest na tyle silny, że raczej nie powinni omówić wydania wizy.

SZKOLENIE W LONDYNIE
Niestety, za to musimy zapłacić z własnej kieszeni i to dosyć sporo – 400 funtów + 40 funtów za uniform.
Najlepiej w tym celu założyć sobie konto walutowe z kartą by mieć od razu do korzystania w Londynie. Ja mam z kantora walutowego Aliora (wszystko załatwia się online) i jestem zadowolona.

BADANIA I ŚWIADECTWA ZDROWIA
To chyba najbardziej kosztowna sprawa ze wszystkich. Część badań musimy zrobić w Gdyni, więc dodatkowo dochodzą opłaty za transport. Jeżeli komuś zależy na czasie wszystkie medyczne sprawy można załatwić w Gdyni, a gdy ktoś chce zaoszczędzić trochę to polecam postać się zrobić większość badań (typu rentgen, ekg) na NFZ.

MARLINS
Jak już wyrobimy wszystkie papiery zgłaszamy się z tym wszystkim do Astrala. Z tego co słyszałam, teraz siedzibę mają w Gdyni a nie w Pucku, więc jest nieco wygodniej.  Na miejscu mamy test z angielskiego (za który oczywiście płacimy). Nie wiem jakim cudem ale udało mi się zdać, więc nie mógł być za trudny.
W sumie Astral jest ostatnim krokiem w przygotowaniach do rozpoczęcia akademii.

Podsumowując wszystkie wydatki przed samym wylotem do Londynu, zainwestowałam ok. 6tys. złotych. Kwota ta nieco mnie odstraszała i frustrowała, ale jak już jestem na statku jakiś czas mogę z ręką na sercu powiedzieć, że warto.

ŻYCIE W LONDYNIE
To był dopiero szok dla mojego portfela. Wszystko drogie, ja wiem, że nie powinno się przeliczać na złotówki, ale jak nie zarabiam w funtach a zamieniam moje ciężko zarobione (lub pożyczone) w Polsce złotówki to jak tego nie robić? Oszczędzałam jak tylko się dało, ale pewnych kosztów  nie udało się uniknąć jak bilet autobusowy (20funtów tygodniowo) i jedzenie (zapewniony jest tylko lunch). Oczywiście znalazło się parę miejsc dla takich sknerusów jak ja typu poundland, gdzie tanio moża było kupić składniki do zrobienia kanapek czy sałatek (to najtańsza opcja).
Ostateczna kwota jaką wydamy przed zarabianiem pieniędzy jest zależna od tego jak długo będziemy w Akademii. Nie mamy na to wpływu, czasem jest to dwa tygodnie, czasem 3 miesiące. Ja detale swojego staku i lotu dostałam po 4 tygodniach i ostatecznie podliczając wszystko przed rozpoczęciem pracy zamknęlam się w 8-9 tys. Oczywiście wszystko zależy od tego jak rozporządzamy pieniędzmi. Ja w między czasie musiałam kupić jeszcze walizkę bo  moja (nowa!) straciła wszystkie kółka :/

No i to by było na tyle jeżeli chodzi o najbardziej denerwującą i demotywującą część z tego wszystkiego, czyli opłaty. Ile razy słyszałam, że co to za firma która daje pracę a każe płacić.  Ileż razy sama  zastanawiałam się czy to ma sens. Tym bardziej że w internecie krążą różnorakie opinie. Jednak postanowiłam zaryzykować, nie patrzeć na argumenty na nie i iść do przodu. Nie żałuję :)

No i chyba to by było na tyle.
Następnym razem postaram się napisać więcej o Akademii.
Dziękuję za uwagę :)



wtorek, 27 grudnia 2016

Praca na statku - krok pierwszy - rozmowa kwalifikacyjna

Tak jak zapowiadałam (parę miesięcy temu), dziś przybliżę nieco jak wygląda rekrutacja do pracy w SPA na statkach pasażerskich.
Postaram się napisać zwięźle i treściwie
Zatem bez większych wstępów.. zapraszam!
fot. archiwum własne


JAK APLIKOWAĆ?
Ja  akurat przez przypadek (serio) trafiłam na ogłoszenie na gumtree. W sumie nie szukałam pracy, bo byłam w trakcie pisania pracy dyplomowej, już nie pamiętam z jakiego powodu byłam na tej stronie, ale przy okazji  z ciekawości zajrzałam by zobaczyć czy coś ciekawego dzieje się w branży. Zobaczyłam ogłoszenie o pracy na statkach pasażerskich dla kosmetologów/masażystów. Pierwsza moja myśl: „ale byłoby super”, druga: „a gdzie tam, ja?”. Jednak zebrałam się w sobie i stwierdziłam że wysłanie CV nie boli, w razie czego, nie oddzwonią. Oddzwonili. Zaprosili na rozmowę, przesłali wymagania i zarys interwiew. Rozmowa miała się odbyć po angielsku. To pierwszy powód dla którego biłam się z myślami, czy w ogóle warto jechać na rozmowę do Warszawy. Powiedzmy sobie szczerze, angielski może używałam ostatnio 10 lat temu w liceum i jakoś nigdy nie ciągnęło mnie by do niegowracać, więc przed rozmową mój angielski był na poziomie „”-How are you? – I’m fine, thank you”. Ostatecznie stwierdziłam, że pojadę chociaż po to, by zobaczyć jak to wszystko wygląda i następnym razem dokładniej się przygotuję.

Astral (agencja rekrutacyjna) bardzo starannie podchodzi do sprawy, przed rozmową otrzymałam wskazówki dotyczące tego jak się ubrać i jak będzie rozmowa wyglądać (razem z pytaniami które w większości pojawiły się na interwiew). Przed rozmową musimy przesłać skan paru dokumentów, certyfikatów, jeżeli czegoś nie przesłaliśmy, Astral grzecznie upomina się o nie
Przed rozmową trzeba także przesłać na konto depozyt w wysokości 100zł. Jest on zwracany do ręki w dniu rozmowy, lub gdy się trochę za późno przyjedzie (jak ja), przesyłają tę kwotę na konto. Jest to swego rodzaju zapewnienie, że będziesz na rozmowie.

INTERWIEW
Przede wszystkim, wszystko przebiega w bardzo miłej atmosferze. Tak jak zapowiadali, rozmowa przebiegła po angielsku. Przeprowadziła ją Holenderka o imieniu Ingrid, która poszukuje pracowników dla Steinera (to jest firma, która ostatecznie zatrudnia).  Co było wspaniałe, że mówiła w taki sposób, że nawet ja z moim kulawym angielskim, w większości ją zrozumiałam.
Na początku była prezentacja firmy (ok. 40minut), warunków jakie panują na statkach i zdjęcia z różnych krańców świata, które sprawiają, że jeszcze bardziej pragniesz tam być. Co mi najbardziej zapadło w pamięć to to, jak Ingrid powiedziała że dla niej nie jest ważny stopień angielskiego, a osobowość. Jak miałam chwile niepewności, zawsze przypominałam sobie o tym.
Później trzeba było się przedstawić przed Ingrid i innymi kandydatami. Na rzutniku wyświetliły się pytania, które w większości znałam i miałam mniej więcej obmyślone odpowiedzi.
Wiedziałam, że w 3 sekundy nie naprawię swojego angielskiego, więc postanowiłam się tym w ogóle nie przejmować i postawiłam na uśmiech, siłę i energię!  Może i pomieszałam wszystkie możliwe czasy, ale czułam że jestem dobrze odbierana i z tej części byłam naprawdę zadowolona.
Później była część praktyczna. Astral w wiadomościach pisał by przyjechać z modelką do masażu. Jako jedyna miałam osobę towarzyszącą (dzięki Justyna!). Jakby nie było, myślę że to było na plus dla mnie.
Wcześniej w internecie wyczytałam gdzieś, że najlepiej na rozmowie robić masaż przedramionami, tak też robiłam. Mimo, że mam doświadczenie w masażu, to się trochę zestresowałam, bo chciałam użyć jakieś inne ruchy, ale stwierdziłam, ze tym razem zaufam radom z internetu.
Później był demakijaż i masaż twarzy. To tyle praktyki.
Później wypełnialiśmy jakieś ankiety i czekaliśmy na rozmowę oko w oko z Ingrid. Jak się później okazało, dotyczyło to tylko trenerów personalnych i fryzjerów, którzy jednak w swojej pracy muszą więcej rozmawiać niż beauty therapist. Ale co wyczekałam w spięciu, to moje.
Potem tylko uścisk dłoni na pożegnanie i czekaj na telefon.

OCZEKIWANIE
Rozmowa była we wtorek, dzwonić mieli w piątek. Siedziałam znudzona w pracy, już była 16.00 więc pomyślałam, że do kogo mieli zadzwonić to już zadzwonili, no trudno.
Nagle drrrrryń drrryń. Pani Justyno, przeszła Pani rekrutację pozytywnie.
Mailem dostałam listę rzeczy, które muszę załatwić, badania, szczepienia, opłaty…. Etc..
Wtedy zaczął się burzliwy czas. Musiałam pisać pracę dyplomową, obronić się, chodzić do pracy, robić badania, wyrabiać wizę, wyprowadzić się z Krakowa i miliard innych spraw. To był naprawdę ciężki czas. Parę razy chciałam zrezygnować ale stwierdziłam że nie ma sensu wpatrywać się w argumenty na "nie" i iść do przodu.
Kiedy już dopięłam wszystko na ostatnie guziki byłam gotowa by zacząć edukację w Londynie w Stainer Academy.


O Akademii a także o mniej przyjemnej rzeczy czyli o kosztach jakie poniosłam przed wyjazdem postaram się napisać w najbliższym czasie.

Ale to następnym razem. Dziękuję za uwagę i pozdrawiam!



wtorek, 24 maja 2016

Co się stało z Przeciętną Polką i co dziać się będzie?

Witajcie moi Drodzy!  Na wstępie przepraszam za ten ogrom czasu kiedy nie dawałam znaków życia. Spowodowane było tym że żyłam aż nadto i niestety nie miałam czasu żeby w spokoju napisać choć paru słów (teraz też nie piszę w spokoju, ale czasu chwilka się znalazła).
W czasie mego niebytu powywracałam swoje życie na wszelkie możliwe strony. Obroniłam licencjat, wyprowadziłam się z Krakowa, rzuciłam pracę i znalazłam nową. To właśnie ona zmieniła mój styl życia i to co teraz robię.

Dziś napiszę w skrócie, mam nadzieję że w miarę prędko uda mi się sklecić obszerny wpis (może nawet kilka) co i jak, w razie gdyby kogoś zainspirowała taka praca.
Otóż, obecnie jestem w Londynie, gdzie przechodzę intensywne szkolenia by pracować na statku pasażerskim jako kosmetolog. Jestem tu drugi tydzień, prawdopodobnie jeszcze dwa zostanę.
Jest bardzo dużo nauki ale też ogrom nowych doświadczeń i ludzi z całego świata, których warto poznać.
Także na jakieś 9. miesięcy (tyle trwa kontrakt) wpisy na blogu będą bardzo nieregularne i w związku ze słabym dostępem do internetu pojawiać się będą dosyć rzadko. Postaram się opisywać co i jak, w razie gdyby kogoś ciekawiło jak to wygląda.  Dokładniej o szkoleniu i rekrutacji opiszę w innym poście, ponieważ jest tego sporo, a zmęczenie wdaje się już we znaki.

Dziękuję za uwagę, przepraszam jeśli wpis jest nieco chaotyczny, ale rozumiecie - tyle się dzieje!

sobota, 12 marca 2016

Maska Enzymatyczna AVA - recenzja

Dzisiaj mam dla Was recenzję maski polskiej firmy Ava. Od jakiegoś czasu natrafiałam w sieci na recenzje tej maski.. pozytywne. Przy okazji promocji w krakowskiej drogerii Pigment, postanowiłam sprawdzić jak maska sprawdzi się na mojej twarzy.

wtorek, 16 lutego 2016

Węgiel aktywny + 8 olejów

Po kilku miesiącach nierobienia mydeł, wyegzekwowałam od siebie czas wolny na jedną partię. Z powodu zbliżającej się przeprowadzki, postanowiłam uszczuplić zapasy olejów i skomponować z nich mydło. Większości z nich nie używałam wcześniej do tego celu, więc sama nie wiedziałam czego mogę się spodziewać. Jako dodatku, też po raz pierwszy, użyłam węgla aktywnego.
Zapraszam do przepisu!

środa, 3 lutego 2016

Krem do twarzy i płyn micelarny Biolaven

Nie mam na nic czasu! Koniec studiów, praca, prawko, pisanie pracy licencjackiej a jeszcze do tego toboły życia codziennego... eh! W całym tym harmiderze nie mam czasu na robienie kosmetyków.  Skończył się krem maliniak i olejek do demakijażu, co teraz?
Tak odzwyczaiłam się od drogeryjnych specyfików, że kompletnie nie wiedziałam na co się zdecydować.
Po godzinach spędzonych w drogerii zdecydowałam się w końcu na polskie kosmetki Biolaven.
Jak sobie radzą?  O tym w dzisiejszym wpisie.

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Zimowe masło do ciała Gwiazdkowe Ciasteczka

Jak ja uwielbiam masła! Do ciała oczywiście. A jak zrobiłam je sama, to już nawet kocham :D
Wszystkie sklepowe cuda mogą się schować. Nie żartuję.
Prosty skład gwarantuje zadowolenie, a dodatek zapachu może doprowadzić do euforii!
Do sedna! Czas na Masło o zapachu Gwiazdkowych Ciasteczek!

czwartek, 19 listopada 2015

Aż chciałoby się zjeść! Mydło czekoladowe

Ja wiem, jest połowa listopada i o Świętach póki co nikt nie myśli.
Nikt z wyjątkiem osób, które planują obdarować swoich bliskich mydłem ręcznej roboty. Tak naprawdę to już ostatni dzwonek, by się za to zabrać.(mydło dojrzewa około miesiąca).
Specjalnie na tę okazję przygotowałam cudnie pachnące czekoladowe babeczki i tabliczki czekolady.
Jeśli nie robiliście wcześniej mydła i nie wiecie co i jak, zerknijcie tutaj,w miarę możliwości opisałam dokładnie proces, jest też lista wszystkich robionych dotychczas mydeł.
Zapraszam do kuchni :)

czwartek, 12 listopada 2015

Balsam do ust Mango

Czytam czasem składy balsamów do ust i albo jest kompletna fatalność lub  "nieźle, ale mogło być lepiej". Ewentualnie gdy coś ma już w pełni naturalny skład, kosztuje tyle, że się odechciewa.
Skoro nic nie jest w stanie mnie zadowolić, sama robię kosmetyk spełniający wszelkie moje wymagania (nie pierwszy i nie ostatni raz).
A jeżeli chodzi o produkty do ust, tym bardziej są one wyostrzone, ponieważ większość produktu zjadamy (nieświadomie), a błona śluzowa jamy ustnej chętnie absorbuje wszystko dobre i złe i wprowadza w krwiobieg.

By oszczędzić sobie biegania po sklepowych półkach, w poszukiwaniu idealnej ochrony dla ust, polecam ten oto przepis. Receptura prosta i idealna  na wszystkie pory roku. Zapewnia ustom ochronę przed mrozem i wiatrem, suszą i słońcem, pozostawiając usta nawilżone i miękkie (nie ma co, tkwi we mnie potencjał reklamowy )

Balsamy do ust rekomenduje moja rodzina, znajomi, a może nawet znajomi znajomych.. :)
Zatem..zapraszam!


środa, 23 września 2015

Delikatne mydło dla skóry wrażliwej

Nadeszła jesień.. nie patrząc na ochłodzenia, wiatry i deszcze, lubię tę porę... Jesienne wieczory są idealne na kosmetyczne pichcenie. W końcu można działać z kwasami na twarz (tonik i peeling z kwasem glikolowym). Najbardziej jednak lubię słotną porą robić mydło. Toteż na blogu w okresie pluchowym można spodziewać się większej ilości mydeł niż zazwyczaj :)
Dzisiaj zapraszam na proste mydło dla skór najwrażliwszych, nawet niemowlęcych (sprawdzone przez mojego chrześniaka Wiktorka :) )


Można powiedzieć, że jest to zmodyfikowana wersja mydła a'la marsylskiego. Różnica tkwi w oleju kokosowym, który tu występuje. Dzięki niemu mydło lepiej nam się pieni (w tamtym było to raczej ślizganie niż pienienie), dodaje również delikatne działanie antybakteryjne.

niedziela, 13 września 2015

Malinowy krem do twarzy Maliniak

Uwielbiam maliny! Ich smak, strukturę, delikatność i kolor. Najlepiej smakują solo, prosto z krzaka (marzenie!). Nie da się ich zjeść całą garścią na raz.. trzeba delektować się owoc po owocu....

Talentu kulinarnego jak nie posiadłam, tak nie mam dalej, więc powyższy przepis "owoc po owocu" jak dla mnie jest najgenialniejszy. Innego na nie będzie :D
 Ale nie o tym dziś. Nie będzie malin do jedzenia, będą maliny od strony kosmetycznej.
Krem Maliniak do Państwa usług!

czwartek, 23 lipca 2015

Masło kakaowe - bezpieczna opalenizna

ALOHA! Lato w pełni, czas urlopów i wystawiania brzuchów na słońce.
Czym się smarować by mieć pięknie opaloną skórę, a nie wyjść na buraka?
Masłem kakaowym!
To mówi wieczna bladolica, aktualnie muśnięta złocistą opalenizną :P
Zapraszam na dzisiejszy post!

piątek, 12 czerwca 2015

Ujędrniający balsam do ciała z olejem makadamia

Lato zbliża się wielkimi krokami, zrzucamy z siebie więcej ubrań a co za tym idzie pokazujemy więcej ciała. Nagle bardziej dostrzegamy to co się dzieje np. z naszymi pośladkami czy udami i cokolwiek byśmy tam zastały, oczywiście chcemy prezentować się jak najlepiej :D .
Moim zdecydowanym mistrzem w tej materii jest olej makadamia. Dzięki niewielkiej cząsteczce wnika wgłąb skóry i już po pierwszym użyciu skóra jest wyraźnie gładsza. Jest coraz cieplej i jednak mniej komfortowe jest stosowanie oleju na dzień. 
Nie chciałam jednak zrezygnować z korzystania z dobrodziejstw tego oleju, więc zrobiłam balsam!

czwartek, 21 maja 2015

Mydło różane z płatkami róż

Róży nikomu nie trzeba przedstawiać. Przez większość uznawana za symbol piękna, kobiecości, subtelności, miłości itd.... :)
W kosmetyce znajduje szerokie zastosowanie. Szczególnie popularne są hydrolaty z róży damasceńskiej, które nawilżają, działają przeciwstarzeniowo, a także dadzą ukojenie opuchniętym powiekom.


Olejki eteryczne z płatków tej rośliny są jednymi z najdroższych, jeżeli nie najdroższymi na świecie. Dlatego jeżeli widzicie olejek eteryczny różany za 10zł, to nie ma możliwości by nim był, na pewno jest to olejek zapachowy, który oczywiście będzie pachniał różą, ale niestety nie podziała terapeutycznie na naszą skórę i zmysły. Prawdziwy olejek eteryczny różany kosztuje paręset złotych za buteleczkę.

Możemy jednak z niewielkim wkładem finansowym korzystać z dobrodziejstw róży korzystając z wspomnianego już hydrolatu i suszonych płatków róży, które zawierają naturalny olejek eteryczny.
Doskonałym pomysłem na zastosowanie tych dwóch składników będzie mydło różane!

piątek, 20 marca 2015

Polubić lawendę - Mydło Lawendowe

Lawendę kocha się, albo nienawidzi.
Ja należę do tych osób, które raczej za nią nie przepadają, jednak po zrobieniu lawendowego mydła, jestem jej przychylniejsza, tym bardziej że jest to bardzo wartościowa roślina.

wtorek, 10 marca 2015

Olejek myjący -> alternatywa dla OCM

Witajcie w ten piękny marcowy wieczór!
Dziś przedstawiam prosty przepis na wielofunkcyjny kosmetyk myjący.
Kosmetyk, który wybawił mnie od wstawania rano z "pandą", mimo starannego demakijażu wieczornego, szczypiących oczu i innych dolegliwości które uprzykrzały mi życie i odbierały nadzieje w skuteczne i bezbolesne zmycie kosmetyków.

Olejek myjący, bo o nim mowa, sprawdzi się jako płyn do demakijażu, nawilżający olejek pod prysznic lub alternatywa dla olejowego mycia twarzy (szczególnie dobre dla cer naczyniowych, które musiały odpuścić sobie OCM, ponieważ gorąca ściereczka im nie służy).
Jest to również idealne rozwiązanie dla leniuchów, którym nie chce się bawić w waciki :)

sobota, 28 lutego 2015

Serum wybielające przebarwienia Arbutyna i Witamina C

Robiąc remanent w półproduktach, znalazłam kilka zapomnianych składników, które aż proszą się o użycie. I uprosiły się o zrobienie rozjaśniającego serum na przebarwienia.

wtorek, 20 stycznia 2015

Zupa czosnkowa w walce z przeziębieniem (pycha!)

Kapryśność tej zimy ( raz 10 stopni na plusie, raz na minusie) sprzyja spadkom odporności i łatwiej jest podłapać przeziębienie. Dodatkowy stres spowodowany nadciągającą jak tsunami sesją, nie ułatwia  utrzymania się w pełni sił. A przecież trzeba pracować, studiować i żyć na pełnych obrotach.

Oczywiście, możemy dbać o zdrowie, poprzez odpowiednią dietę, ciepłe ubrania, ale czasem i to zawodzi. I nas bierze. Wredny dziadyga.
Co wtedy?
Nie jestem zwolennikiem medykamentów, tym bardziej, że przeziębienie nie jest wielce obłożną chorobą (prędzej upierdliwą) i można się z nim uporać naturalnymi sposobami.

Tym razem stawiam na króla Śmierdziucha Wspaniałego czyli CZOSNEK.
O jego dobroczynnych właściwościach  dla naszego zdrowia nie będę się rozpisywać, bo są powszechnie znane, ewentualnie można doczytać na przykład tutaj.


Jedzenie czosnku sauté jest najskuteczniejsze, ale nie najprzyjemniejsze, dlatego często rezygnujemy
 z tego naturalnego antybiotyku na rzecz aptecznych uzdrawiaczy. A szkoda.

Dlatego dziś zapraszam na bardzo przystępną w smaku i skuteczną w działaniu kurację czosnkową.
Czas na zupę!

wtorek, 6 stycznia 2015

Olej z Awokado - odkrycie zimy

Zima to najbardziej bezwzględna pora roku dla naszych cer i włosów.
Siedzimy w nagrzanym domu i pędzimy na mrozy, wiatry i śniegi.
Szok termiczny dla całego organizmu gwarantowany.
A nawet jeśli utrzymujemy chłodek w domu, starcie z zimą może i tak mieć opłakane skutki.
Zima to zło, zło konieczne.
Skóry stają się przesuszone, włosy łamliwe, matowe i suche.
Przy mało przemyślanej pielęgnacji może być tylko gorzej.

Tak się przypadkiem stało, że i mnie spotkało piętno zimowej apokalipsy, na szczęście  udało mi się odnaleźć dobry oręż na walkę z mrozem - olej awokado.

Ale wszystko od początku... jak cera mieszana w kierunku tłustej mogła się przesuszyć?

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Mydło a'la Marsylskie

Po moich ostatnich ekscesach z kakaowymi sercami (link TUTAJ ) postanowiłam zrobić najprostsze mydło jak to tylko możliwe, bazujące na oliwie z oliwek (72% oliwy), czyli tzw. mydło marsylskie.
Kojarzone chyba przez wszystkich, nawet jeżeli jest to tylko "obiło mi się o uszy".
Mydło to może być stosowane do mycia ciała, dłoni i twarzy. Często słyszy się o praniu w mydle marsylskim. Nie wiem, nie stosowałam w ten sposób, to się nie wypowiem.

Jeżeli poprzedni przepis wydał Ci się zbyt skomplikowany i chaotyczny, spróbuj tego :)
Starałam się jak mogłam, by skondensować formę do minimum i skupić się na treści. Bez zbędnych komentarzy, którymi zazwyczaj sypię jak z rękawa.
Wystarczy, że zastosujesz się do kilku zaleceń, a wszystko pójdzie łatwo i przyjemnie + ogromna satysfakcja gwarantowana!

                    

Dokładne zalecenia, potrzebny sprzęt i środki ostrożności w tworzeniu mydeł znajdziesz we wpisie co każdy soapmaker wiedzieć powinien. Tutaj nie będę o tym już wspominać :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...